Bezczelność, ale i chamstwo, cwaniactwo, wulgarność, gapiostwo… Czy te pejoratywne określenia dobrze diagnozują naszą współczesność? Czy refleksje, analizy i diagnozy, podjęte w kolejnym tomie Serii Glogerowskiej, pozwalają nam — nieco paradoksalnie — nakreślić jakiś program pozytywny na przyszłość? Ja, może idealistycznie, wierzę, że tak, ale odpowiedź pozostawiam Czytelnikom. Dariusz Rott Czoło oznaczało niegdyś „wstyd”. Za bezczelnego uważano więc takiego człowieka, który śmiał — albo, no właśnie, miał czelność — chodzić z podniesionym czołem, mimo że więcej miał powodów do wstydu. „Niech, kto chce, bije ku cnocie w czoło, patrzać na wieki będzie wesoło” — pisał w XVII wieku poeta Samuel Twardowski. Dramatopisarz Franciszek Zabłocki radził pod koniec następnego stulecia: „Kto czoła nie ma, niech świeci oczyma”.