Gdzie powstaje twórczość?

 

Zachęcając Was do udziału w konkursie fotograficznym ph. „Twórcza przestrzeń autorki” zapraszamy do wspólnego „zwiedzania” gabinetów słynnych pisarek. Dziś przypomnimy miejsca pracy i codzienności Virginii Woolf.

 

Virginia Woolf miała „swój” pokój w Charleston Farm, domu, który wynalazła dla swojej siostry, Vanessy. Styl domu stanowił pomieszanie postimpresjonizmu z dawną sztuką włoską.

 

Monk’s House w Rodmell, ok. 15 km od Charleston, był domem Virginii i jej męża Leonarda. Pokój Virginii, wykończony w 1929 r. (roku opublikowania książki pt. „Własny pokój”) – po 11 latach od chwili zakupienia domu – był pomieszczeniem z dwoma oknami i osobnym wejściem prowadzącym do ogrodu. Biblioteczka, polakierowana na zielono, podobnie jak futryny, przylegała do szarej ściany i kominka ozdobionego przez Vanessę płytkami w pastelowych barwach z charakterystycznymi figurami geometrycznymi. Na gzymsie kominka leżał chiński parasol. Na stoliku wiklinowym stała lampa firmy Omega (Omega Workshop to nazwa „sklepu” założonego przez Rogera Frya, Vanessę i malarza Duncana Granta). Zimą piecyk w pokoju służył do ogrzewania zmarzniętych dłoni pisarki. „Własny” pokój Virginia stworzyła za pieniądze, które otrzymała za powieść pt. „Orlando”. Ale czy to rzeczywiście był jej gabinet – twórcza przestrzeń autorki? Okazało się, że nie! – pokój nie nadawał się do tego i stał się tylko sypialnią. Dla Virginii twórczą przestrzenią był głęboki fotel, opierany na kolanach stół ze sklejki z wmontowanym kałamarzem oraz własnoręcznie zdobione kolorowymi okładkami zeszyty. Pisarka potrzebowała również dużego solidnego stołu, ale rzadko używała go do pisania – gromadziła na nim: kartki, butelki z atramentem, listy, stare ustniki do papierosów, stare i nowe pióra, pudełka od zapałek, cygara, zardzewiałe klamerki itp. Zamiast gabinetu wolała szopę przeznaczoną na narzędzia ogrodnicze, którą nazywała „swoim” domkiem. Gdy przychodził czas pisania, wychodziła z domu, ponieważ dekoncentrował ją podobno nawet odgłos wyjmowania przez męża jabłek z torby. Podczas tworzenia ceniła ciszę i… mrok.

 

Virginia tłumaczy tę ponurość w swoich esejach zebranych w książce „Własny pokój”. Stwierdza, że pisarz, „gdy tylko jego doświadczenie dobiegnie końca” powinien świętować swą twórczość w ciemności – okna powinny być szczelnie zasłonięte, nie wolno mu interesować się tym, co się aktualnie wokół niego dzieje, pokój powinien być zamknięty na klucz.

„One goes into the room—but the resources of the (…) language would be much put to the stretch, and whole flights of words would need to wing their way illegitimately into existence before a woman could say what happens when she goes into a room. The rooms differ so completely; they are calm or thunderous; open on to the sea, or, on the contrary, give on to a prison yard; are hung with washing; or alive with opals and silks; are hard as horsehair or soft as feathers — one has only to go into any room (…) for the whole of that extremely complex force of femininity to fly in one’s face. How should it be otherwise?

For women have sat indoors all these millions of years, so that by this time the very walls are permeated by their creative force, which has, indeed, so overcharged the capacity of bricks and mortar that it must needs harness itself to pens and brushes and business and politics. (…) And one must conclude that it would be a thousand pities if it were hindered or wasted, for it was won by centuries of the most drastic discipline, and there is nothing to take its place.”

fragment eseju ze zbioru „Własny pokój” Virginii Woolf

A jak wygląda Twoja twórcza/czytelnicza przestrzeń?

 

Zapraszamy do udziału w konkursie fotograficznym „Twórcza przestrzeń autorki” realizowanym w ramach projektu „HERstory – odkryj kobiecą siłę w książkach” dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

 

Przejdź do treści